Filtry i wyszukiwarka w sklepie – jak poprawić UX bez szkody dla widoczności

Klient wchodzi do sklepu z konkretnym planem. Szuka czarnych butów trekkingowych w rozmiarze 42, najlepiej do 500 zł. Wpisuje frazę w wyszukiwarkę, a w odpowiedzi dostaje etui do telefonu, trzy przypadkowe modele albo komunikat „brak wyników”. Nie napisze, co poszło nie tak. Po prostu zamknie kartę i kupi gdzie indziej, bo filtry w sklepie internetowym konkurencji zadziałały sprawniej.
W e-commerce sprzedaż często ucieka właśnie w ten sposób. Po cichu, gdzieś pomiędzy polem wyszukiwania a źle przygotowanym filtrem. Wyszukiwarka i nawigacja fasetowa nie robią wprawdzie takiego wrażenia jak nowy layout czy efektowny baner, ale to od nich często zależy, czy klient w ogóle dotrze do karty produktu. Są praktycznym rozwinięciem dobrego UI i UX, dlatego nie powinno się projektować ich „na oko”.
Jak ustawić filtry w sklepie internetowym, żeby nie szkodziły SEO?
Filtry w sklepie internetowym powinny działać wygodnie dla klienta, ale tworzyć adresy URL tylko tam, gdzie ma to sens. Kombinacje odpowiadające realnym zapytaniom („laptopy 16 GB RAM”) warto przygotować jako kontrolowane podstrony z własnym tytułem i opisem. Sortowanie, przedziały cenowe i przypadkowe zestawy parametrów zostaw poza indeksem, korzystając z noindex albo adresu kanonicznego.
Wyszukiwarka powinna rozumieć klienta, a nie tylko wpisane litery
Dobra wyszukiwarka w sklepie internetowym musi radzić sobie z odmianami słów, literówkami, synonimami, nazwami marek oraz kodami produktów. Klient może wpisać „adidasy”, chociaż w katalogu widnieją „buty sportowe”. Może też szukać „ładowarki usb c”, podczas gdy produkt opisano jako „USB-C”. Nie zna przecież nazewnictwa ustalonego w panelu sklepu i nie powinien być za to karany pustą listą wyników.
Przede wszystkim podpowiedzi wyświetlane podczas pisania warto ograniczyć do kilku dobrze dobranych produktów i kategorii. Dwadzieścia prawie identycznych propozycji nie ułatwia bowiem wyboru. Bałagan z listingu trafia jedynie do mniejszego okna.
Duże znaczenie ma również strona bez wyników. Sam komunikat „nic nie znaleziono” prowadzi klienta donikąd. Znacznie lepiej zaproponować poprawioną frazę, podobne kategorie lub usunięcie aktywnych filtrów. Czasem taka drobna podpowiedź wystarczy, aby klient został w sklepie. Temat ten dobrze łączy się zresztą z szerszym problemem braku konwersji.
Pole wyszukiwania powinno być widoczne także na telefonie. Ikona lupy schowana w drugim poziomie menu formalnie istnieje, ale w praktyce niewiele daje. Sprawdź ponadto, czy podpowiedzi, klawiatura i lista wyników zachowują się poprawnie na małym ekranie. Więcej na ten temat wyjaśnia artykuł o responsywności.
Filtry w sklepie internetowym mają odpowiadać na pytania kupującego
Filtry powinny wynikać ze sposobu, w jaki klient wybiera produkt, a nie z układu danych w panelu. W sklepie meblowym znaczenie mają na przykład wymiary, materiał, kolor i przeznaczenie. Przy elektronice ważniejsze będą z kolei przekątna ekranu, pamięć, złącza czy czas pracy baterii.
W praktyce kopiowanie jednego zestawu filtrów do każdej kategorii rzadko się sprawdza. Efektem jest długa lista opcji, z których połowa nie pomaga w podjęciu decyzji.
Co istotne, przy poszczególnych wartościach warto pokazać liczbę pasujących produktów. Opcje prowadzące do zera wyników lepiej wyłączyć, a zaznaczone parametry wyświetlić nad listingiem jako łatwe do usunięcia etykiety. Dzięki temu klient cały czas widzi, dlaczego ogląda właśnie taki zestaw produktów.
Przycisk „wyczyść wszystko” wydaje się mało istotny, dopóki ktoś nie zaznaczy sześciu parametrów i nie zechce szybko wrócić do pełnej listy. Filtry nie powinny też znikać po wejściu na kartę produktu i cofnięciu się do wyników. Takie szczegóły mają w praktyce duży wpływ na wygodę i cały proces sprzedaży.
Kiedy wygodne filtry zaczynają tworzyć złe adresy URL
W tym miejscu potrzeby klienta spotykają się z SEO e-commerce. Przykładowo wybranie koloru, rozmiaru, marki lub ceny tworzy kolejny adres URL. W rozbudowanym sklepie kilka filtrów wystarczy, aby powstały tysiące kombinacji, choć wiele z nich pokazuje niemal identyczne produkty.
Google ostrzega, że nawigacja fasetowa może tworzyć prawie nieskończoną liczbę adresów. Robot traci wtedy czas na skanowanie mało przydatnych podstron, zamiast szybciej docierać do kategorii i produktów, które naprawdę powinny pojawiać się w wynikach wyszukiwania.
Nie jest to jednak mityczna „kara za duplikaty”. Podobna treść nie oznacza automatycznej sankcji. Problem jest znacznie bardziej przyziemny. Google odwiedza wiele adresów bez większej wartości, a sklep nie pokazuje jasno, które podstrony mają zdobywać widoczność.
Z tego powodu filtry w sklepie internetowym trzeba uwzględnić w strategii SEO dla e-commerce. Pozostawienie ich wyłącznie domyślnym ustawieniom wtyczki może bowiem szybko wprowadzić bałagan.
Nie każdy filtr trzeba ukrywać przed Google
Niektóre kombinacje odpowiadają na prawdziwe zapytania użytkowników. „Laptopy 16 GB RAM”, „czerwone sukienki wieczorowe” czy „prezent do 100 zł” mogą mieć potencjał jako osobne strony docelowe. Nie oznacza to jednak, że warto indeksować każdy surowy adres zawierający kilka parametrów.
Dlatego lepszym rozwiązaniem jest przygotowanie kontrolowanej podstrony z czytelnym adresem URL, własnym tytułem, nagłówkiem, krótkim opisem oraz stałym linkowaniem wewnętrznym. Podobny sposób myślenia o kategoriach dopasowanych do intencji użytkownika przedstawia poradnik o kategorii sezonowej.
Sortowanie, chwilowe przedziały cenowe, techniczne parametry sesji i przypadkowe połączenia cech zwykle nie powinny natomiast trafiać do indeksu. Dokładny sposób ich obsługi zależy przy tym od architektury sklepu. Warto dodać, że noindex, adres kanoniczny oraz blokada w robots.txt nie są tym samym i nie można stosować ich zamiennie.
Jeśli robot nie może otworzyć adresu z powodu blokady w robots.txt, nie odczyta znajdującego się na stronie noindex. Canonical wskazuje z kolei preferowaną wersję podobnej treści. Nie jest zatem narzędziem do automatycznego porządkowania wszystkich stron tworzonych przez filtry.
Przed wdrożeniem rozpisz więc prosty podział. Które strony filtrów mają zdobywać ruch? Które powinny działać wyłącznie dla kupujących? A które nie muszą powstawać jako osobne adresy? Taki porządek pomaga uniknąć typowych błędów pozycjonowania i ułatwia przygotowanie właściwych meta tagów.
Technika nie może przeszkadzać w zakupach
Sposób obsługi filtrów pod kątem SEO nie może pogarszać wygody korzystania ze sklepu. Jeżeli każde kliknięcie przeładowuje całą stronę, przenosi użytkownika na górę albo przez kilka sekund pokazuje pusty listing, cierpliwość szybko się kończy.
Dlatego wyniki powinny aktualizować się sprawnie, a sklep musi jasno sygnalizować, że trwa ładowanie. Zaznaczone wcześniej opcje nie mogą przy tym znikać. To naturalne uzupełnienie działań związanych z szybkością strony.
Wyszukiwarka podpowiada, czego brakuje w sklepie
Co więcej, frazy wpisywane przez klientów pokazują braki w ofercie, opisach i synonimach. Jeśli wiele osób szuka „beżowej marynarki oversize”, a sklep nie zwraca wyników, sprawdź asortyment oraz nazwy produktów.
Pomocna jest również analiza wyszukiwań bez wyników, kliknięć i konwersji, a także krótki test z osobą, która nie zna sklepu. Obserwacja, jak szuka kilku produktów, szybko ujawni problemy z nawigacją.
Filtry w sklepie internetowym — od czego zacząć porządki?
Po pierwsze, zacznij od strony klienta: przejdź ścieżkę od wyszukiwarki, przez filtry, aż do karty produktu, najlepiej na telefonie. Następnie zajrzyj do Search Console i sprawdź, ile adresów z parametrami Google faktycznie odwiedza. Dobre filtry wspierają UX i SEO wtedy, gdy wygodę klienta oddzielimy od kontrolowanej struktury adresów URL.
Jeśli listing działa wolno, wtyczka filtrująca generuje tysiące adresów albo sklep wymaga uporządkowania od strony technicznej, zobacz, jak Testin tworzy sklepy internetowe nastawione na wygodne zakupy i widoczność w Google. Możesz też opisać nam problem i zacząć od konkretnej analizy.

