Błędy 404 i soft 404 – problemy, przez które strona traci ruch

Telefon zaczyna się zwykle podobnie: „Strona działa, ale ruch z Google nagle siadł”. Zespół sprawdza pozycje, kampanie i ostatnie aktualizacje algorytmu, a przyczyna leży natomiast znacznie bliżej. Ktoś uporządkował ofertę, usunął kilka starych produktów, zmienił adresy podstron albo opublikował nową wersję serwisu, przez co powstały błędy 404. Strona główna się otwiera, formularz wysyła wiadomości, sklep przyjmuje zamówienia. Na pierwszy rzut oka wszystko gra.
Dopiero po kilku tygodniach wykres ruchu zaczyna opadać. Stare adresy prowadzą donikąd i odcinają użytkowników od ważnych treści. Przy okazji osłabiają linkowanie wewnętrzne i marnują potencjał odnośników zdobywanych przez lata.
Czym różnią się błędy 404 i soft 404?
Błąd 404 to uczciwa odpowiedź serwera: pod tym adresem nie ma strony. Soft 404 wygląda inaczej, bo serwer zwraca kod 200, czyli „wszystko w porządku”, choć użytkownik widzi pustą stronę albo komunikat o braku produktu. Google traktuje zatem takie adresy jak nieistniejące i usuwa je z wyników, mimo że technicznie działają.
Nie wszystkie błędy 404 są groźne
Kod 404 przekazuje przeglądarce i robotowi wyszukiwarki prostą informację: tej strony tu nie ma. Sam w sobie nie jest zatem karą ani dowodem, że witryna została źle wykonana. Internet się zmienia, treści są aktualizowane, a część adresów po prostu przestaje być potrzebna.
Kłopot zaczyna się wtedy, gdy kod 404 zwraca podstrona, która wcześniej generowała ruch, miała wartościowe linki zewnętrzne albo nadal siedzi w menu, artykułach czy mapie witryny. Użytkownik przechodzi z Google i trafia w ślepą uliczkę. W rezultacie firma traci wizytę, zapytanie albo sprzedaż. Boli to szczególnie wtedy, gdy równolegle płaci za kampanie, a techniczne usterki po cichu odbierają wypracowane efekty.
Soft 404, czyli strona udaje, że działa
Soft 404 trudniej zauważyć. Użytkownik widzi komunikat „nie znaleziono produktu” albo prawie pustą podstronę, natomiast serwer zwraca kod 200. Technicznie oznacza to sukces, choć treść mówi coś zupełnie innego. Google opisuje ten przypadek wprost w dokumentacji o kodach odpowiedzi HTTP i usuwa takie adresy z wyników wyszukiwania.
Co więcej, podobny skutek daje automatyczne przekierowywanie wszystkich usuniętych adresów na stronę główną. Właścicielowi serwisu wydaje się to w praktyce bezpieczne, bo klient przynajmniej nie zobaczy błędu. Tyle że osoba szukająca konkretnej usługi trafia w miejsce, które nie odpowiada jej zapytaniu, a Google potraktuje takie przekierowanie jak miękki błąd 404.
Gdzie najczęściej powstają błędy 404?
Przede wszystkim problemy pojawiają się po przebudowie witryny. Zmienia się struktura adresów, nazwy kategorii i sposób tworzenia linków, tylko nikt nie przygotowuje zestawienia starych oraz nowych URL-i. Dlatego przed migracją strony rozpisz mapę przekierowań, zamiast później w pośpiechu gasić pożar.
Drugi typowy przypadek to z kolei sklep internetowy. Produkt znika z oferty, więc administrator usuwa go jednym kliknięciem. Jeżeli jego podstrona zdobywała ruch albo prowadziły do niej zewnętrzne odnośniki, razem z produktem przepada wypracowany potencjał. Opisaliśmy to szerzej w tekście o tym, co zrobić, gdy produkt jest niedostępny. Błędy powstają ponadto po zmianie końcówki adresu, usunięciu kategorii, literówce w linku albo awarii zasobów potrzebnych do wyświetlenia treści. W e-commerce sprawdź przy okazji inne błędy pozycjonowania sklepu.
W praktyce błędy 404 rzadko występują pojedynczo. Zwykle towarzyszą im łańcuchy przekierowań, nieaktualna mapa XML i linki prowadzące do dawnych wersji adresów. Naprawiaj je więc razem, bo poprawienie jednego elementu przy pozostawieniu reszty niewiele zmienia.
Jak znaleźć adresy, przez które ucieka ruch?
Po pierwsze, zacznij od Google Search Console. W raporcie indeksowania stron znajdziesz adresy oznaczone jako „Nie znaleziono (404)” oraz „Soft 404″. Narzędzie do inspekcji URL pokaże z kolei, jaki kod odpowiedzi i jaką treść widzi Googlebot. Więcej rozwiązań zebraliśmy w zestawieniu narzędzi SEO.
Dodatkowo w większym serwisie zrób pełne skanowanie witryny, a wyniki zestaw z mapą XML, danymi analitycznymi i logami serwera. Sama lista błędów mówi jednak niewiele. Ustal jeszcze, które adresy miały ruch, generowały konwersje, zdobyły linki zewnętrzne albo zajmowały ważne miejsce w strukturze strony. Dopiero wtedy ustawisz sensowną kolejność napraw. Pomoże w tym również regularne mierzenie efektów SEO.
301, 404 czy zostawienie strony? Liczy się intencja
Jeżeli treść przeniosłeś pod nowy, równoważny adres, zastosuj przekierowanie 301 prosto do nowej podstrony. Nie na stronę główną i nie do przypadkowej kategorii, która luźno pasuje do tematu. Więcej takich pułapek opisaliśmy w materiale o błędach przekierowań 301.
Jeśli treść zniknęła, nie ma dla niej odpowiednika i wiadomo, że nie wróci, prawidłowy kod 404 lub 410 jest uczciwą odpowiedzią. Taki adres usuń przy okazji z mapy XML i ze wszystkich linków wewnętrznych.
W sklepie internetowym decyzja zależy z kolei od sytuacji. Produkt chwilowo niedostępny może zostać aktywny, o ile karta zawiera konkretną informację i propozycje zamienników. Model zastąpiony nowszą wersją powinien prowadzić do następcy. Produkt trwale wycofany, bez odpowiednika, może spokojnie zwracać 404 lub 410.
Osobny przypadek to wartościowa podstrona oznaczona jako soft 404. Sprawdź wtedy, czy Google widzi jej główną treść. Winny bywa na przykład błąd JavaScriptu, niedostępny zasób, problem z bazą danych, zbyt uboga zawartość albo komunikat błędu, który zasłania właściwy tekst. Przekierowanie niczego tu nie rozwiąże. Napraw sposób wyświetlania strony albo uzupełnij jej treść. Te same przyczyny sprawdź, gdy nowa podstrona nie pojawia się w Google.
Dobra strona 404 zatrzymuje człowieka, ale nie oszukuje robota
Własna strona błędu powinna jasno wyjaśniać, co się stało, i podpowiadać, dokąd przejść dalej. Przydadzą się wyszukiwarka, odnośnik do strony głównej, popularne kategorie oraz dane kontaktowe. Wygląd dopasuj ponadto do reszty serwisu, żeby użytkownik nie miał wrażenia, że wypadł ze strony.
Najważniejszy element pozostaje jednak niewidoczny. Mimo to serwer nadal musi zwracać kod 404. Ładny ekran z kodem 200 niczego nie naprawia, tylko maskuje problem.
Nie czekaj, aż martwe linki pojawią się na wykresie
Kontrolę błędów 404 wpisz na stałe w opiekę nad stroną. Zaglądaj tam zwłaszcza po zmianach w ofercie, migracji, publikacji nowej wersji serwisu i większych porządkach w treści. Raz w miesiącu otwórz natomiast raport indeksowania, nawet gdy nic się pozornie nie działo. Po każdej większej aktualizacji przejdź też najważniejsze ścieżki użytkownika i sprawdź, czy nadal prowadzą tam, gdzie powinny.
Nie każdy błąd 404 jest groźny. Groźne jest zostawienie go bez sprawdzenia albo naprawianie wszystkich adresów jednym schematem. Prawidłowy kod, dobrze dobrane przekierowanie i uporządkowane linkowanie potrafią odzyskać ruch, który wydawał się stracony. Jeśli techniczny bałagan narastał latami, zacznij od przeglądu serwisu, a kolejne zmiany zaplanuj razem z profesjonalną stroną internetową, zamiast łatać skutki po fakcie. Możesz też napisać do nas: zaczniemy od przeglądu adresów i listy napraw ustawionej według realnych strat.

